Wśród najbardziej niepokojących znaków tego zjawiska Ojcowie Synodu uwydatnili w szczególny sposób szerzenie się rozwodów i tworzenie nowych związków także wśród wierzących; zawieranie jedynie cywilnych kontraktów małżeńskich, wbrew powołaniu ochrzczonych do „poślubienia się w Panu”; przyjmowanie sakramentu małżeństwa bez żywej wiary, dla innych motywów; odrzucanie norm moralnych, które regulują współżycie małżeńskie i nadają mu ludzki i chrześcijański wymiar. (Familiaris Consortio 7)
Dziwią mnie ludzie, którzy tylko na próbę starają się być ze sobą. Na próbę tworzyć jakikolwiek związek, mieszkanie razem, sprawdzanie siebie w różnorodnych sferach, żeby tylko zobaczyć czy to wszystko "zaskoczy". A gdzie tu miejsce na Miłość przez duże M? Gdzie dar z samego siebie dla człowieka, którego kocha się w całości. Miłość jest łaską, a nie wypracowanym wzorcem zachowań wobec drugiego człowieka. Jest darem od Boga dla przekazywania jej drugiemu człowiekowi.
Istnieje i druga skrajność dar z siebie do samego końca bez zaślubienia się wzajemnie drugiemu człowiekowi. Nie potrafię pojąć ludzi, którzy swoją intymność i potrzeby z nią związane traktują jako kartę przetargową w związku. Dążą do realizacji tych potrzeb, nierzadko namawiając drugą stronę do tego, aby w imię egoistycznej realizacji tychże potrzeb "oddała się" w całości. A gdzie jest miejsce na szacunek do ciała ludzkiego? Troska o czystość ducha, hartowanie się w czekaniu na pełnię aktu małżeńskiego już chyba nie istnieje.
Spoglądając na dzisiejszy świat czuję się wyjątkiem czekając na tą pełnię. Taki niedzisiejszy się poczułem. W sumie zawsze odstawałem od ogółu...
Myślę, że wiele osób myśli podobnie, choć to wcale nie koniecznie jest prawdą. Prawdopodobnie wiele, wiele ludzi w jakiś sposób wstydzi się przyznać do swoich poglądów i postępowania, by nie wyjść na takich, co nie nadążają za modą.
OdpowiedzUsuńCzarna owca zawsze się wyróżni, co nie oznacza, że w stadzie jest ich większosć ;-) A tylko martwe ryby płyną z prądem! Dobrze więc wymagać od siebie i rozmawiać z innymi, słuchać się wzajemnie, by odkryć, że wcale nie jest się takim niepowtarzalnym, a przełamanie się na początku sprawia, że z czasem łatwiej jest bronić swych racji nawet ryzykując wyśmianie ... ale co warta jest "opinia" ludzi, z których standardami życia się nie zgadzam? :-)
Bądźmy więc niedzisiejsi - patrzmy w przyszłość :-)
Witam w gronie niedzisiejszych...
OdpowiedzUsuńJa się tak czuję minimum raz w tygodniu, często codziennie.
A mimo to nie chcę innej miłości niż czystej.
Ale myslę mimo wszystko, że nie nam Kochani oceniać postawy i zachowania innych. Rozne są tego przyczyny myslę. I znowu, nie uogolniajmy. Pilnujmy lepiej siebie. Kasiu, to, że nie zgadzasz sie ze standardami życia ludzi tak postępujących, nie znaczy, że możesz traktować ich argumenty pogardliwie i odrzucać wszystkie z zalozeniem, ze nic nie są warte.
OdpowiedzUsuńAch, i parafrazując- Bądźmy dzisiejsi, ale miejmy swój rozum i modlmy się o madrosc!
OdpowiedzUsuńMoim zdaniem niczym złym jest ocenianie postawy i zachowania drugiego człowieka o ile będziemy to dokonywali w szacunku dla danej osoby - aby nie zapomnieć o miłości do każdego człowieka, która nie zawsze opiera się na przemilczeniu, ale czasem na powiedzeniu prawdy prosto w oczy.
OdpowiedzUsuńNo owszem owszem, ale jednak wszelkie zmiany i upomnienia zaczynajmy od siebie.
OdpowiedzUsuńAby zadowolić Anonima - nie odrzucam z założenia argumentów innych ludzi, jednak DLA MNIE Ich opinia o mnie i moich poglądach nie znaczy zbyt wiele, jeżeli ich standardy życiowe mi nie odpowiadają ;-) a co do oceniania ... OK, nie mam prawa oceniać LUDZI lecz Ich postawy i zachowania - jak najbardziej!
OdpowiedzUsuń